Zanim powstanie książka


Każda moja książka zaczyna się na długo przed tym, zanim usiądę przy stole w pracowni.

Najpierw spędzam czas w przyrodzie.
Patrzę uważnie, zadaję pytania i próbuję zrozumieć świat, który mnie otacza.

Wiele obserwacji zaczyna się tuż za progiem naszej drewnianej chaty. Od północy otacza ją jodłowy las, spływa z góry okresowy potok, jest naturalny staw. Od południa rozpościera się łąka. To właśnie tu kiełkuje większość moich opowieści.
Oczywiście wędruję by poznać inne siedliska. Oglądam je w innym świetle, w zmieniających się porach roku. Bez pospiechu i oczekiwań.

Choć dziś najczęściej przyglądam się przyrodzie Beskidu Niskiego, w moich książkach są także ślady miejsc,
w których wcześniej mieszkałam – Kaszub, Borów Tucholskich i Doliny Skotawy.
Każde z nich zostawiło we mnie swój ślad i nauczyło patrzeć na przyrodę z szerszej perspektywy.


Przy zbieraniu materiałów bardzo pomaga mi mój mąż, Maciej, który jest przyrodnikiem.
Wychował się w lesie i do dziś patrzy na świat z niezwykłą uważnością.
To jego najczęściej proszę o pomoc, gdy próbuję lepiej zrozumieć to, co obserwuję.
Dzięki niemu wiele roślin, zwierząt i miejsc poznałam znacznie bliżej. Niektóre z nich później
stały się bohaterami moich książek.


Nie wystarczy, że zobaczę poszczególne gatunki i będę umiała je rozpoznać.
Chcę zrozumieć, dlaczego właśnie te zwierzęta, rośliny i grzyby żyją
w danym miejscu, poznać ich potrzeby oraz relacje i zależności jakie
je łączą. Dlatego każda obserwacja prowadzi mnie do książek,
notatek i okazów, które zbieram podczas wędrówek.
Dopiero, gdy uspójnię wiedzę, zaczynam malować, rysować i pisać.



Każdy z bohaterów moich książek jest częścią większej całości. Czasem wybieram dobrze znane zwierzęta, rośliny i grzyby, a czasem gatunki łatwe do przeoczenia lub rzadkie i zagrożone. To właśnie one potrafią najwięcej opowiedzieć o starej puszczy, murawach, torfowiskach czy naturalnych łąkach. Pokazując ich życie, opowiadam również o siedliskach, bez których nie mogłyby istnieć.



Dziś najbardziej zależy mi na tym, by jak najwierniej pokazać przyrodę.
Dopiero kiedy wiem, jak wygląda i żyje bohater,
mogę zacząć go malować.


Chcę, aby każda ilustracja była nie tylko piękna, ale także rzetelna.
Stosuję tradycyjne techniki – akwarele, kredki, a czasem
wycinam postacie z papieru. Dopiero na końcu pojawia się skaner
i komputer. Mam poczucie, że właśnie taki sposób pracy najlepiej współgra
z opowieściami o przyrodzie.


Zanim książka trafi do druku, czytają ją również zaprzyjaźnieni przyrodnicy i specjaliści. Ich uwagi pomagają wychwycić błędy, doprecyzować informacje i upewnić się, że wszystko jest zgodne z aktualną wiedzą. Czasem oznacza to poprawienie
tekstu lub pożegnanie z ilustracją, nad którą pracowałam wiele godzin.

Jeśli po przeczytaniu książki ktoś spojrzy uważniej na las, łąkę
czy torfowisko i zrozumie, że każda istota ma w nim swoje miejsce,
to będę wiedziała, że ten długi proces nie poszedł na marne.

Myślę, że troska o świat zaczyna się od uważnego patrzenia.